Kolejowa katastrofa sprzed pół wieku
W Historycznym Czwartku wracamy dziś to tragedii sprzed ponad pół wieku. W katastrofie kolejowej na stacji w Szczecinku zginęły cztery osoby.
Historię przypomniał fanpage Hammerstein na facebooku poświęcony historii Czarnego, Szczecinka i okolic. Auto sięga m.in. do archiwów lokalnej prasy, głównie „Głosu Pomorza” i „Głosu Słupskiego” udostępnianych w formie cyfrowej przez Pomorską Bibliotekę Cyfrową.
I właśnie tam znajdujemy artykuł z marca 1972 roku opisujący dramatyczny wypadek kolejowy w Szczecinku, gdzie przy wjeździe na stację (mniej więcej w okolicy wiaduktu na ulicy Pilskiej) zderzyły się dwa pociągi towarowe.
Tak to wówczas opisała gazeta – „17 marca 1972 roku o godz. 6:46 doszło do czołowego zderzenia dwóch pociągów towarowych. Na zbiorczy pociąg ze Szczecinka do Stargardu, wyjeżdżający ze stacji, najechał pociąg ze Szczecina Portu do Tarnowskich Gór z pustymi węglarkami. Pod wiaduktem nastąpiło zderzenie, w wyniku którego zginęły 4 osoby znajdujące się w wagonie-brankardzie (wagon służbowy przewożący kolejarzy – przyp.).
Wagon ten został wtłoczony pod tender parowozu. Obsługa parowozu zdołała przed zderzeniem wyskoczyć. Nie poniosła też większego szwanku obsługa lokomotywy spalinowej prowadzącej pociąg ze Szczecina Portu. (…). Na miejsc zginęli kierownik pociągu, dwóch konduktorów i praktykant”.
Trzech kolejarzy pochodziło ze Szczecinka. Dziennikarz pisze, że „rodzinami ofiar zainteresowały się natychmiast władze i otoczyły je troskliwą opieką”. Na miejsce katastrofy przyjechały władze partyjne i wojewódzkie. Dochodzenie wszczęła prokuratura wojewódzka i komisja Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych ze Szczecina. Z wstępnych ustaleń wynikało, że bezpośrednią przyczyną zderzenia było niezatrzymanie się przed sygnałem „stój” pociągu zdążającego do Szczecinka.
Utrudnienia w ruchu trwały do godzin popołudniowych, nieco dłużej na torze w kierunku na Piłę. Skutki katastrofy usuwali pracownicy miejscowej parowozowni i dwa pociągi ratunkowe.
Partyjna prasa nie eksponowała wypadku, informacja o nim nie znalazła się na pierwszej stronie, a w środku gazety. Zamieszczono za to zdjęcie z miejsca zdarzenia, choć w dość łagodnej wersji, bo nie przedstawiające jedynie kilka przewróconych wagonów.
Tymczasem z relacji kolejarzy wiadomo, że widok rozbitych lokomotyw i wagonów był przerażający. Władysław Król, emerytowany szczecinecki kolejarz-elektryk i fotograf, tak wspomina dramatyczne wydarzenia: - Akurat wtedy byłem w wojsku, więc szczegóły przekazali mi koledzy, bo warsztat elektryków był tuż obok – mówi. – Ogromna tragedia, zginęło kilku naszych kolegów, uratował się tylko jeden, który zdążył wyskoczyć z brankardu za lokomotywą. Wtedy nie można było robić zdjęć na kolei, SOK zwłaszcza wówczas mocno tego pilnował.
Zdzisław Szyszło opowiada, że jego ojciec był na akcji ratowniczej: - Był brygadzistą w ratowniczym „niebieskim pociągu”. Widzę, że autorem był zdjęcia w „Głosie” był Andrzej Radzik, korespondent Głosu Koszalińskiego i współpracujący z TV Szczecin. W miarę często odwiedzał nas w AKF Kontrapunkt w Powiatowym Domu Kultury.
Fot. Pomorska Biblioteka Cyfrowa

